Duchowy.Net

CZYTAJ - CIEKAWE ARTYKUŁY

TESTAMENT ŚW.FAUSTYNY KOWALSKIEJ

200px-Faustina.jpg

3 marca 1942 roku ks. Michał Sopoćko cudem wymknął się obławie gestapo. W przebraniu zakonnicy uciekł z Wilna i przez kolejnych 30 miesięcy ukrywał się w Czarnym Borze jako drwal Wacław Rodziewicz. W tym czasie utrzymywał korespondencyjny kontakt z sześcioma młodymi kobietami, za które codziennie gorąco się modlił. Były to mieszkanki Wilna, które postanowiły poświęcić się życiu zakonnemu. Ich pragnieniem było założenie w przyszłości zakonu szerzącego kult Bożego Miłosierdzia.
Powstanie takiego właśnie zgromadzenia przepowiedziała jed­na z największych mistyczek XX wie­ku - siostra Faustyna Kowalska. Jej spo­wiednik i kierownik duchowy, ks. Michał Sopoćko, spotkał w Wilnie 25-letnią absolwentkę filologii klasycznej, Jadwigę Osińską. Poznałem ją, gdy przyszła do mnie do spowiedzi. Gdy ją zoba­czyłem, to jakbym usłyszał jakiś głos: „ona będzie założycielką", zapisał w prowadzonym przez sie­bie „Dzienniku". Prowadził wówczas konspiracyj­ne spotkania formacyjne, na które przychodziły młode dziewczyny pragnące pogłębić swą wiarę. Sześć z nich zdecydowało się związać swą przy­szłość z kultem Bożego Miłosierdzia.
Helena Majewska
Gdy w marcu 1942 roku ks. Sopoćko zaszył się w Czarnym Borze, postanowił oddać kandydatki do przyszłego zakonu pod opiekę siostry Heleny Majewskiej z bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Było to zaskakujące posunięcie, po­nieważ nie miała ona dostatecznego doświadcze­nia zakonnego. Nigdy nie pełniła funkcji mistrzy­ni nowicjatu ani matki przełożonej. Mało tego, ślu­by czasowe złożyła zaledwie pięć miesięcy wcze­śniej - 2 października 1941 roku. Dlaczego więc to właśnie ją tak doświadczony kapłan jak ks. So­poćko wybrał jako duchową przewodniczkę dla swych młodych podopiecznych?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy się­gnąć do życiorysu Heleny Majewskiej. Urodzi­ła się w roku 1902 we wsi Kuryłówce na Podolu w rodzinie rzemieślniczej. Jej biografia w okresie dzieciństwa przypomina sceny z życia siostry Fau­styny Kowalskiej - od najmłodszych lat prowadzi­ła głębokie życie duchowe, doświadczając wizji Je­zusa i Matki Bożej. Skończyła cztery klasy gimna­zjum na Podolu oraz szkołę zawodową w Wilnie. Cały czas czuła jednak powołanie do życia zakon­nego. W 1933 roku w wileńskim kościele Wszyst­kich Świętych poznała siostrę Janinę Giedrojciów-ną z bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Anio­łów. Pod wpływem owego spotkania postanowiła wstąpić do tego właśnie zakonu. W styczniu 1934 roku została przyjęta do postulatu, a ponad rok później złożyła śluby czasowe.
Pierwsza wizja
Jedyna pamiątka, jaka zachowała się po Helenie Majewskiej, to „Dzienniczek", prowadzony przez nią w latach 1940-43. Zapisywała w nim swe do­świadczenia mistyczne, wizje i refleksje duchowe. Tylko dzięki tym zapiskom można zrozumieć, jaką rolę odegrała ona w dziejach kultu Miłosierdzia Bożego i dlaczego to właśnie ją wybrał ks. Sopoć­ko jako opiekunkę dla przyszłych założycielek no­wego zakonu.
„Dzienniczek" rozpoczyna się datą 14 kwietnia 1940 roku. Tego dnia, modląc się w wileńskim ko­ściele św. Kazimierza i klęcząc przy ołtarzu św. Andrzeja Boboli, Helena Majewska postanowiła rozpocząć nowennę o Miłosierdzie Boże dla Pol­ski, swojego Zgromadzenia i siebie samej. Od tam­tego czasu codziennie przychodziła w to miejsce: najpierw uczestniczyła we Mszy Św., a następnie wspólnie z zebranymi w świątyni ludźmi odma­wiała nowennę, prosząc o wstawiennictwo św. Andrzeja Bobolę. Nie byłoby w tym nic nadzwy­czajnego, gdyby nie wizja, która pojawiła się przed nią pewnego dnia.
W siódmym dniu nowenny, tj. 21 kwietnia ku wiel­kiemu memu zdńwieniu ujrzałam podczas ofiaro­wania unoszącą się w powietrzu, po prawej stro­nie nad ołtarzem, kulę dość dużych rozmiarów. (...) Była ona napełniona mnóstwem kryształków róż­nej wielkości i kształtu. W czasie podniesienia jakaś niewidzialna ręka zerwała część tej powierzchni i zrobiła otwór do wnętrza, przez który zaczęły się sypać kryształki na ołtarz, na ziemię i gdzieś jeszcze w dalszą przestrzeń, która była przed moim wzro­kiem zakryta. Podczas Komunii kapłańskiej św. An­drzej Bobola uśmiechał się, a twarz jego jaśniała dziwnym blaskiem.
(...) Kula ta oznaczała wielkie miłosierdzie Boże, które Jezus Chrystus, jako Odkupiciel świata, ofia­rowując siebie Bogu Ojcu w czasie Mszy św. za świat grzeszny, zsyła na ziemię. Kryształki - to łaski Boże wypływające ze Źródła Miłosierdzia w czasie konania, kiedy to Serce Boże zostało przebite na krzyżu. Cieniutka powierzchnia tej kuli oznaczała bliską przestrzeń czasu, jaka pozostała do przebła­gania Miłosierdzia Bożego w obecnych czasach, a tą ręką niewidzialną, która przyspieszyła wylanie się łask niezliczonych na świat w postaci kryształ­ków - to był św. Andrzej Bobola, który jako Patron narodu polskiego wstawia się za nami do Boga. By przyspieszyć wylanie się miłosierdzia Bożego, św. Andrzej Bobola potrzebuje naszego z nim współ­działania, bo mówi, że „trzeba teraz z podwojoną siłą wierzyć w Miłosierdzie Boże, modlić się wy­trwale i ufać niezachwianie, że Bóg zmiłuje się nad nami".
Obawiając się, że uległa złudzeniu, przez kilka dni Helena nie mówiła nikomu o tej wizji. Posta­nowiła jednak zwierzyć się ze swego widzenia mi­strzyni nowicjatu, matce Alojzie Gilewskiej. Powie­działa jej, że od tamtego czasu odczuwa powoła­nie, by zostać apostołką Miłosierdzia Bożego. Po­prosiła ją o radę w tej sprawie. Matka Gilewska poleciła jej skontaktować się z ks. Sopocką.
Możemy wyobrazić sobie zdziwienie ks. Sopoc­ki. Siostra Faustyna zmarła 5 października 1938 roku, a ks. Michał Sopoćko został kontynuatorem jej
misji. Czuł się jednak osamotniony, gdyż wśród ludzi Kościoła nie znajdował dostatecznego zrozumienia dla kultu Bożego Miłosierdzia. I oto nagle, ponad półtora roku po śmierci Faustyny, zgłosiła się
do niego inna zakonnica, która twierdziła, że ma nadprzyrodzone wizje. Nie wiedziała nic o siostrze Faustynie, a jednak jej objawienia dotyczyły Miłosierdzia Bożego. Podobnie jak zmarła mistyczka , ona także przynaglała duchownego do oddania się tej samej misji.Wkrótce też Helena stała się bliską współpracownicą kapłana.
Przepowiedziane święto
Wiele wizji siostry Majewskiej zbieżnych było z widzeniami Faustyny. W czasie gdy najbardziej cy­wilizowane narody naszego globu pogrążały się w najbardziej krwawej wojnie w dziejach ludzkości, skromna bezhabitowa zakonnica z Wilna zapisy­wała słowa słyszane w środku nocy:
Widzisz, jak świat brnie w złem. Szatan rozcią­gną} swe sidła na całym świecie i ludzkość biedna, zbolała, wije się z bólu, nie mogąc się z nich wydostać. Patrz, jak prawo Boże jest deptane i nikt się z nim nie liczy. Świat o własnej sile się nie odrodzi, lecz trzeba mu Moich łask ze źródła miłosierdzia,które uleczą go z tej strasznej choroby. Stanie się to dopiero wtedy, jak się wszyscy zwrócą do Miłosier­dzia, które wypływa z Serca mego, a które już raz wyraźnie objawiłem wiernie służebnicy mojej Fau­stynie, lecz chcę, by to nabożeństwo potwierdzone było przez mego zastępcę na ziemi w Kościele ka­tolickim w Rzymie (zapisane w nocy z 23 na 24 września 1941 roku).
Gdy siostra Helena kreśliła te słowa, młody stu­dent konspiracyjnych kompletów polonistyki w Krakowie - Karol Wojtyła miał zaledwie 21 lat. To właśnie on, 30 kwietnia 2000 roku w Rzymie, ustanowi nowe święto w Kościele, o którym sio­stra Helena Majewska pisała niemal sześćdzie­siąt lat wcześniej - Niedzielę Miłosierdzia Bożego.Tym samym Jan Paweł II wypełni duchowy testa­ment Faustyny Kowalskiej i Michała Sopocki.
Zapiski o księdzu Sopoćce
W „Dzienniczku" siostry Majewskiej znaleźć można wiele zapisków dotyczących ks. Sopocki. Jeden z nich dotyczy wizji, jaką zakonnica miała podczas modlitwy 7 czerwca 1940 roku w kapli­cy w Pryciunach: Pan Jezus w czasie tego rozmy­ślania przeniósł mnie w duchu do jakiegoś wyso­kiego murowanego kościoła. Wewnątrz na bocz­nych otwartych filarach wysoko poznałam ojca du­chownego, do którego mnie Bóg w sprawach miło­sierdzia skierował. Ojciec duchowny siedział przy jakimś stoliku pełno nałożonym różnymi rzecza­mi. Po prawej stronie leżała jakaś gruba księga i dużo małych różnej wielkości, dwa kałamarze na­pełnione: jeden białą farbą, drugi czerwoną, po le­wej stronie: dużo różnych postumencików. Naprze­ciw stał wysoki pulpit z szerokim, w formie wstę­gi, białym papierem. Ojciec duchowny maczał pę­dzelek do obu farb i na tej wstędze malował ślicz­ną girlandę w kształcie ósemek. Girlanda ta składa­ła się z samych różyczek drobnych koloru takiego jak promień czerwony na obrazie Miłosierdzia Bo­żego w kościele św. Michała. Różyczki te były prze­platane cierniami ciemnego koloru. Na małym pal­cu prawej ręki ojciec duchowny miał gruby, ładny, złoty pierścień. Gdy się zapytałam Pana Jezusa o znaczenie tej girlandy, to mi tak powiedział: „Ozna­cza ona ozdobę obrazu Miłosierdzia Bożego". My­ślałam, że to będzie przy obrazie umieszczone, ale Pan Jezus mówi mi, że znaczenie jest jej inne. „Te różyczki mają podwójne znaczenie: są to zasługi ojca zdobyte w pracy nad rozszerzeniem nabożeń­stwa do Miłosierdzia Bożego. Drugie znaczenie: są to dusze, które poznają i ukochają skarb Miłosier­dzia Bożego. Ciernie - to cierpienia, krzyżyki, przy­krości jakie spotkają, były i są ojca duchownego i te dusze, które będą dla Miłosierdzia Bożego swą pra­cę pokładać." Jako dowód tego wysiłku, tej pracy trudnej, zobaczyłam na twarzy ojca płynący stru­mieniami pot kroplisty.
Siostra Helena nie wiedziała, że właśnie w tym czasie ks. Michał Sopoćko pisał swój traktat o Bo­żym Miłosierdziu, do napisania którego nakłaniał go jeszcze przed wojną prymas August Hlond. W zamyśle autora miało to być dzieło teologiczne uzasadniające konieczność wprowadzenia do ka­lendarza liturgicznego nowego święta - Niedzieli Miłosierdzia Bożego.
Dwa tygodnie później podczas porannego roz­myślania w wileńskiej kapliczce zgromadzenia siostra Helena miała kolejne objawienie dotyczą­ce ks. Sopocki. W tym czasie kapłan przygotowy­wał akurat konferencję poświęconą Bożemu Miło­sierdziu. Zamierzał powiedzieć w niej słuchaczom o przeciwnościach, jakie spotkały go ze strony ar­cybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego, gdy starał się o rozpowszechnienie kultu zalecanego przez siostrę Faustynę. Ostatecznie zmienił jednak zda­nie i wykreślił ze swego wystąpienia akapity o nie­chęci hierarchy.
Dotarła bowiem do niego siostra Helena, która powtórzyła mu słowa, jakie usłyszała od Jezusa na modlitwie 21 czerwca: Pójdź i powiedz mu, żeby zmienił w niektórych miejscach temat swojej kon­ferencji, a zwłaszcza tam, gdzie mowa jest o trud­nościach, jakie spotykały go od niektórych bisku­pów i Arcypasterza, gdy prosił o pozwolenie ujaw­nienia światu o miłosierdziu moim, bowiem są lu­dzie, którzy nawet nie przez złą wolę, lecz przez złe zrozumienie i zbytnią gorliwość czynić będą zarzu­ty i przeszkadzać w dziele miłosierdzia, które moim jest.
Anioł Stróż
Siostra Helena często modliła się w intencji ks. Sopocki. Świadczą o tym jej zapiski z lipca 1940roku, gdy w Wilnie miała miejsce wielka akcja wy­wózki ludności polskiej na Syberię. Pod osłoną nocy Sowieci dokonali wówczas licznych areszto­wań, których ofiarą padli głównie przedstawiciele elit II Rzeczypospolitej: politycy, wykładowcy aka­demiccy, nauczyciele, działacze społeczni, księża.
Przeczuwałam znowu jakieś niebezpieczeństwo, które miało nawiedzić dom mego ojca od Miłosier­dzia Bożego (...) w nocy z wtorku na środę, o godzi­cie drugiej, obudził mnie mój Anioł Stróż i kazał się modlić za ojca. Więc ja, niedługo myśląc, usiadłam raz łóżku i zmówiłam Koronkę do Miłosierdzia Bo­żego. Turkot przesuwających się samochodów cię­żarowych robił na mnie przykre wrażenie. Wsta­łam więc, podeszłam do okna i myślę sobie: „mój Boże, może w tej chwili niejedna matka łzy roni, ze­znając syna, dzieci ojca, żona męża, których gwałtem
wrogowie wywożą za granicę lub do więzienia. Jakie to straszne!" I zaczęłam mówić różaniec do Matki Bożej Miłosierdzia, która jako Matka najle­piej zrozumie ludzkie cierpienie, bo przecież sama to wycierpiała, żegnając Syna Swego Najmilszego na drogę śmiercikrzyżowej. (...) W piątek przed po­łudniem otrzymałam jakiś znak wewnętrzny, jakieś przekonanie, że niebezpieczeństwo ojca minęło, że już się nic złego nie stanie.
Rzeczywiście, okazało się, że deportacja na Sy­bir ominęła ks. Sopoćkę, choć w tym czasie aresz­towanych i przymusowo wywiezionych zostało wielu Polaków, w tym także liczni kapłani.
Nowe zgromadzenie
Tydzień po tych wydarzeniach siostra Helena miała kolejną wizję, podczas której pojawił się te­mat nowego zgromadzenia, jakie ma powstać w Kościele: Rano w kościele po przyjęciu Komunii św. Pan Jezus mówi do mnie, żebym powiedziała ojcu, aby już teraz rozpoczął swą pracę nad założeniem nowego zakonu Miłosierdzia Bożego.
Objawienia siostry Heleny utwierdzały ks. So­poćkę w przekonaniu, że podąża właściwą drogą. Bez reszty zaangażował się w tworzenie nowego zgromadzenia żeńskiego. Działalność ta w warun­kach okupacyjnych musiała być siłą rzeczy konspiracyjna. Napotykała jednak także na szereg przeciwności w samym Kościele. Niektórzy du­chowni zarzucali księdzu, że głosi zmyśloną he­rezję. Tego typu oskarżenia trafiały także do uszu Heleny Majewskiej, która bardzo się nimi przej­mowała.
Pewnego dnia modliła się w tej intencji do Jezu­sa, prosząc o wyjaśnienie przyczyn owych ataków. Wówczas usłyszała głos mówiący: Żelazo w ogniu się doświadcza, potrzeba, aby to było wpierw, aż się wszystko stanie. Powiedz mu, aby pisząc lub mó­wiąc o miłosierdziu moim, nie odłączał przymiotu Miłosierdzia od osoby mojej.
Nawiedzony idealista
W objawieniach, których doświadczała wów­czas siostra Helena, postać ks. Sopocki pojawiała się bardzo często. 1 września 1940 roku zakon­nica zapisała: Będąc w kościele oo. franciszkanów na Mszy Św., Pan Jezus postawił mnie obok świata, a świat pokazał w dużej, olbrzymiej formie kuli, tak że wyraźnie widziałam sklepienie niebieskie ugory, a niżej zawieszony w powietrzu świat. Po chwili zo­baczyłam, jak ojciec szedł po tej kuli jako pielgrzym z północnego wschodu za południowy zachód. Na prawym ramieniu niósł dużą kulę, która oznaczała Miłosierdzie Boże. Z tego, co widziałam, zrozumia­łam wielkość posłannictwa ojca przez Boga, wiel­kość, godność i zaszczyt, jakich ojciec dostępuje, w tym tak bardzo ważnym dziele Miłosierdzia.
W czasie gdy siostra Majewska pisała te słowa, ks. Sopoćko był osamotnionym kapłanem, trakto­wanym przez współbraci i przełożonych jak na­wiedzony idealista poświęcający się swej dziwacz­nej misji. Traktowano go jak natręta, który wciąż zamęcza wszystkich swą idee fixe, czyli kultem Mi­łosierdzia Bożego. Nikt w tym czasie nie postrze­gał jego dzieła w wymiarze globalnym - za wyjąt­kiem jednej zakonnicy, która w swej wizji widzia­ła go przemierzającego kulę ziemską. Nie mogła nawet przypuszczać, że niespełna siedemdziesiąt lat później ks. Michał Sopoćko zostanie w Koście­le ogłoszony błogosławionym.
Polska w wizjach zakonnicy
Podobnie jak siostra Faustyna Ko­walska, także siostra Helena Majew­ska miała wizje dotyczące przezna­czenia Polski. 20 maja 1940 zapisa­ła usłyszane przez siebie słowa Jezu­sa: Polska przez swe cierpienia zrodzi dusze, które szerzyć i opowiadać będą o miłosierdńu moim. 5 października 1940 roku zanotowała: W tym dniu widńałam i odczuwałam tak wielką radość Pana Jezusa z tego, że naród polski tak umie kochać nieprzyjaciół i przebaczać największe krzywdy wyrządzone przez nich. O, Polsko! Gdybyś ty wie­działa, jak cię Pan miłuje i cieszy się z udanej pró­by w doświadczeniu.

Heroiczny akt oddania
Wydaje się, że najbardziej doniosłe ze wszyst­kich objawień, jakich doświadczyła siostra Hele­na Majewska, miało miejsce 8 października 1940 roku. Tego dnia zakonnica modliła się o łaskę cu-dów, dzięki którym świat mógłby poznać i uwiel­bić Boże Miłosierdzie. W odpowiedzi usłyszała sło­wa Chrystusa: Helu, chcę, abyś mi w akcie heroicz­nym oddała życie swoje jako okup za grzechy całe­go świata i te wszystkie radości, jakie oczekujesz, a więc doczekanie Ojczyzny wolnej, tryumfu i roz­kwitu Kościoła Świętego, zatwierdzenie przez Sto­licę Świętą kultu Miłosierdńa Bożego i inne. Z chwi­lą złożenia mi tego aktu w ofierze, bądź zawsze go­towa pójść ze Mną do Ojczyzny wiecznej. Akt ten złóż Mi w ofierze, w dowolnie obranym dniu po Ko­munii św. Dlaczego żądam tego aktu od ciebie, do­wiesz się dopiero w niebie. Gotując się do tego aktu, idź do ojca swego i zapytaj najpierw, czy możesz to uczynić. Powiedz też, aby był posłuszny swemu zwierzchnikowi w dziele Miłosierdńa.
Po tym objawieniu siostra Helena w całkowitej wolności postanowiła złożyć akt duchowej ofiary ze swojego życia, pozwalając Bogu rozporządzać sobą, jak tylko będzie tego pragnął. Będąc posłusz­na głosowi, który słyszała, udała się do ks. Michała Sopocki, by uzyskać od niego pozwolenie na taki akt. Kiedy otrzymała błogosławieństwo, wybrała dzień 27 października - święto Chrystusa Kró­la. Po przyjęciu Komunii powiedziała: Bierz, Jezu, wszystko, co mam od Ciebie i czyń ze mną co chcesz, byle byś był poznany i pokochany przez cały świat.
28 lipca 1941 roku siostra Helena Majewska za­pisała w swoim „Dzienniczku": Będąc w katedrze na Mszy Św., w czasie ofiarowania, przyszła mi na myśl Jadwiga Osińska, o której już raz mówił mi Pan Jezus, gdy była na zebraniu u księdza profesora, że ona jest tą wybranką, która ma założyć nowy za­kon Miłosierdzia Bożego. A dziś, jakby jakiś głos we­wnętrzny pobudził mnie do modlitwy za nią. Gdy się tak modliłam, rozważając zamiary i wyroki Boże, usłyszałam głos: „Powiedz jej, aby się w spełnieniu mej woli nie wahała. Chcę, aby ona została założy­cielką mego umiłowanego zakonu Miłosierdńa Bo­żego. Niech się sposobi do niego przez modlitwę, ofia­rę i coraz głębsze poznanie moich prawd wiary świę­tej. Niech pewna będńe, że to Ja ją wzywam do tego."
W tym czasie Jadwiga Osińska była 27-letnią panną, pragnącą wstąpić do zakonu. Rozmowa z siostrą Heleną utwierdziła ją w przekonaniu, że jest przez Boga powołana do zupełnie nowego dzieła. Wizja bezhabitowej zakonnicy spełni się już po zakończeniu wojny. 2 sierpnia 1955 roku władze kościelne w Gorzowie Wielkopolskim za­twierdzą oficjalnie nowe zgromadzenie na prawie diecezjalnym. Pierwszą przełożoną zakonu zosta­nie właśnie Jadwiga Osińska. Dziś Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego liczy około dwustu za­konnic i działa w kilkunastu krajach świata.
Nie przesłaniać Faustyny
Na prośbę ks. Sopocki Jadwiga kilka tygodni spędziła w Pryciunach, by przyjrzeć się życiu za­konnemu i rozeznać swoje powołanie. W tym samym czasie przebywała tam także siostra Wanda Boniszewska - mistyczka obdarzona stygmatami. Po powrocie Osińska oświadczyła księdzu, że za­mierza całkowicie poświęcić się Jezusowi Miło­siernemu i założyć zgromadzenie, o którym mó­wiły objawienia skierowane do siostry Faustyny Kowalskiej.
Wspólny pobyt z Jadwigą w Pryciunach wpłynął też mocno na Helenę. 22 sierpnia zakonnica mia­ła objawienie, w którym Jezus powiedział, że choć dostała łaski podobne jednak życie jej powinno być ukryte i nikomu nieznane, czyli że swoją osobą nie mam zakrywać osoby śp. s. Faustyny w jej szczególnym posłannic­twie o Miłosierdńu. Helena do końca życia pozo­stała posłuszna temu objawieniu, usunęła się w cień. Prowadzony przez nią „Dzienniczek" pozo­stał nieznany. 2 października 1941 roku złożyła śluby wieczyste w Zgromadzeniu Sióstr od Anio­łów. Jej twarz, jak zapamiętali zebrani, promienia­ła wówczas ze szczęścia.
Po wojnie
1 marca 1942 roku - dwa dni przed próbą aresztowania ks. Sopocki przez Gestapo - siostra Helena weszła do kościoła św. Michała. Gdy już miałam wychodzic poczułam w duszy swojej do­tknięcie ręki Jezusowej, która sprawiła mi uczucie błogiego szczęścia. Podniosłam swój wzrok na ob­raz i zauważyłam, że Jezus się uśmiecha do mnie, a potem mówi tak: „Powiedz mu, aby się nie mar­twił tymi trudnościami, jakie sprawia mu zakonnik mieszkający przy tym kościele, aby mógł swobodnie szerzyć nabożeństwo do miłosierdzia Serca mego, bowiem niedługo tu pozostanie. Córki jego pójdą za nim, kościół zostanie pusty, lecz wkrótce przybę­dzie tu kapłan, który zadośćuczyni moim pragnie­niom, bo cześć zaniedbaną miłosierdziu memu w tym obrane odnowi".
Słowa te spełniły się. Ks. Sopoćko opuścił na za­wsze Wilno, jego duchowe córki również, zaś ko­ściół św. Michała opustoszał. Zjawił się jednak inny ksiądz, który zabrał obraz i oddał należną mu cześć - w 1956 roku uczynił to ks. Józef Grase-wicz.
Po wojnie Helena Majewska wraz z innymi sio­strami ze swojego zakonu postanowiła nie wracać do Polski Ludowej w ramach tzw. repatriacji, lecz potajemnie służyć miejscowej ludności na sowiec­kiej Litwie.
W 1950 roku Zgromadzenie Sióstr od Anio­łów zostało zdekonspirowane przez władze zakonnic (w tym Helena i Wanda Boniszewska) trafiło do łagrów. Do 1956 roku siostra Helena przebywała w ciężkim obozie karnym w Dolince pod Karagandą na stepach Ka­zachstanu. Po powrocie z zesłania osiadła w Wil­nie, gdzie nie zaprzestała głoszenia kultu Miłosier­dzia Bożego. Zmarła w roku 1967­